Strona 2 z 3

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: środa, 9 marca 2016, 15:28
przez Franz
Dodam jeszcze, kolego sq6, ze co do filmow, to sporo tez zalezy od wywolywania. Kupisz jakis film cz-b, potem oddasz do laboludka, on wywola w cholera wie czym i zdjecia beda wygladac inaczej niz gdybys wolal w innym wywolywaczu. Takze tego.

Co do filmow, to rbit slusznie napisal (jesli chodzi o sredni format).

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: środa, 9 marca 2016, 15:47
przez zdyboo
Nie zamierzałem siebie podawać jako przykład. Za opinie dziękuję, ale nie zgadzam się z nimi.
Zresztą, akurat mamy zupełnie odmienne gusta, a i mam świadomość, że moja obróbka się wielu osobom nie podoba.

To nie zniechęcanie, a bardziej poddanie pod rozwagę. Skoro autor pyta, znaczy się zastanawia, skoro kupił lubitela, a nie na przykład hassela, sam nie wie czy pomysł pyknie i nie chce inwestować. Tak przynajmniej to odbieram.

Nie twierdzę, że analog nie jest fajny, ale żeby służył jakimkolwiek rozwojowi, to wypadałoby, żeby reprezentował pewien poziom. Czy lubitel, zwłaszcza względem FF Canona z elkami taki reprezentuje, wątpię.

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: środa, 9 marca 2016, 15:56
przez Franz
Co to jest 'poziom'? Ostrosc obrazu? Przeciez nie o to chodzi... Jakosciowo zdjecia cyfrowe sa juz doskonalsze od filmu 135.

Oczywiscie, ze nie ma sensu wywalac kasy na drogie aparaty na poczatek, bo temat moze nie zaskoczyc, a nie jest prawda, ze sprzet analogowy nie traci na wartosci przy odsprzedazy.

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: środa, 9 marca 2016, 16:12
przez zdyboo
Od filmu 120 też i nie o ostrość, a o całokształt tu chodzi. Przecież ten lubitel nawet w latach swojej świetności nie był postrzegany jako doskonała maszyna. Przesiadka z wszystkomającego 5D może być szokiem, a wybranie tego modelu jako początku analogowej drogi, ma tylko jeden pozytywny skutek. Gorzej już nie będzie.

Ilu z tych diehardów analogowych na codzień fotografuje lubitelem? Ilu ma go jako jedyny aparat analogowy?

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: środa, 9 marca 2016, 16:35
przez Kartofelinder
Moim zdaniem mniejsza z tym. Kolega fotografuje od 10 lat i chce osiagnac pewien poziom kontemplacji przed nacisnieciem guzika, bedac prawdopodobnie zmeczonym kotletowym klekotaniem lustra.
Wg mnie analog nie jest narzedziem koniecznym, ale na pewno pomocnym. Czy wynik tej kontemplacji bedzie dla kolegi akceptowalny przekonamy sie w swoim czasie.

A co do pytania: Lubitel jest narzedziem do pewnego stopnia nieprzewidywalnym. Mi nieprzewidywalnosc nie odpowiada wiec nie cenie tego aparatu zbyt wysoko. Poszukalbym czegos bardziej zaawansowanego...

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: środa, 9 marca 2016, 19:38
przez jerezano
zdyboo napisał(a): Przecież ten lubitel nawet w latach swojej świetności nie był postrzegany jako doskonała maszyna....Gorzej już nie będzie.


On nie był nigdy postrzegany nawet jako w miarę dobra maszyna. Przecież to jeden z prostszych i przez to taniutkich aparatów.
A gorzej jeszcze mogłoby być. Z pewnością. :lol:

Zgadzam się w całej rozciągłości, że lepiej było kupić coś dobrego. Lubitiel to raczej wyjście dla zupełnie początkującego fotografa.

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: czwartek, 10 marca 2016, 01:58
przez sq6www
Zgadzam się w 100% z przedmówcami.. Lubitel to najniższy z modeli średnioformatowych.. Sam nie wiem co mną kierowało prfzy nabywankiu go... ha, może to że postawiłem sąsiadowi "pół litra" i był mój...
Oczywiście noszę się zamiarem zakupu innego lepszego sprzętu, ale póki co pocykam kilka rolek na tym sprzęcie i zobaczę jak to dalej się potoczy.. Napewno wiem, że chcę aparat średnioformatowy, wybór jest całkiem spory ale to temat do przemyślenia za jakiś czas..

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: czwartek, 10 marca 2016, 10:52
przez samek
Bym chętnie dowiedział się co znaczy ten 'wyższy poziom fotografii'.
A potem znów bym się chętnie dowiedział czym zaowocuje. Odbitkami? Skanowaniem i oglądaniem na monitorze? A może skanowaniem i wydrukami?

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: czwartek, 10 marca 2016, 11:07
przez Mirek
sq6www napisał(a):postawiłem sąsiadowi "pół litra" i był mój...
Przepłaciłeś! Chyba, że to był dobry sąsiad, a te pół litra wypiliście razem i macie z tego dobre wspomnienia. To sie opłacało...

Analog kupiony w nadziei na "wejscie na wyższy poziom fotografii", to już milowy krok. Bo wprawdzie analog jako taki nie spowoduje wejścia na żaden wyższy poziom (szczególnie Lubitel), to samo poszukiwanie tej drogi może nas tam zaprowadzić. A analog sam w sobie, może pomóc utrzymać się na tej drodze, zwolnić, zacząć szanować pojedynczą klatkę i wprowadzić kilka poważnych zmian w naszym fotografowaniu :
1. Myślenie całym kadrem (koniec z podejsciem pt. "dokadruję sobie na komputerze""
2. Szkoda każdego zdjęcia na nieprawidłową ekspozycję i ogólnie zdjęcia o niczym

Dobrą drogę obrałeś! Mocno Ci na niej kibicuję. Ja uwielbiam zapach analoga i te wszystkie rytuały, które dają mi kupę fizycznej przyjemności. No i jeden aspekt jest nie do przecenienia, czyli kobiety. Nie, żaden duży, czarny cyfrowy, ale własnie mały, analogowy jarają je najbardziej ;)

Re: Z karty na kliszę...

PostNapisane: czwartek, 10 marca 2016, 11:32
przez Franz
To juz rozumiem, po co sobie kupowales tego polaroida w przededniu wycofania filmow do niego. I wcale nie chodzi tu o fotografowanie...